Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aneta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aneta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, sierpnia 24, 2015

Witajcie,

długo zbierałam się, żeby napisać tę notkę. Dawałam produktowi szansę na zmianę, ale nic z tego nie wychodziło. Po wielu próbach, w końcu dałam za wygraną. Ale po kolei...


Do zakupu paletki MakeUP Revolution zbierałam się kilka tygodni. Czytałam pozytywne komentarze, słuchałam opinii na Youtube, w końcu uległam. Z wielu paletek do wyboru, zdecydowałam się na Hard Day. Poszukiwałam czegoś neutralnego, do makijaży dziennych, ale też z mocnym akcentem. Ona wydała mi się najodpowiedniejsza. Kupiłam ją na allegro, za niecałe 30 zł i od razu po jej otrzymaniu zabrałam się do testów.


Pierwsze wrażenie było pozytywne: swatche palcami na rękach pokazały dobrą pigmentację. Dalej było tylko gorzej. Już przy pierwszym makijażu, na zwykłej bazie, zauważyłam, że przy blendowaniu cienie zlewają się ze sobą, tworząc jeden kolor. Po pewnym czasie cienie też zaczęły znikać z powieki, mimo użycia bazy.

Pomyślałam: ok, spróbujemy inaczej. Przy kolejnym makijaży podbiłam cieniem w kremie Maybelline, to też niewiele pomogło. Próbowałam różnych kombinacji, kolorystycznych oraz z używaniem różnych produktów, jako bazy. Niestety, nic nie przyniosło satysfakcjonujących efektów.
 



Miałam duże oczekiwania co do tych cieni, ale się zawiodłam. Nie wiem, jak inne paletki, ale raczej chyba nie będę próbować kolejnych. Bogusia też ma paletkę z MU Revolution (mam nadzieję, że również coś o niej napisze) i jest ona do złudzenia podobna do paletki Sleek Acid, nawet układ cieni się zgadza. O ile Sleek ma różne cienie, jedne lepsze, inne trochę mniej, o tyle MU Revolution, przynajmniej w tej paletce, ma prawie wszystkie te gorsze. Ale przynajmniej pigmentacja cieni Sleek jest dużo lepsza. Tyle jeśli chodzi o porównanie.

Plusy:
- cena - 30 zł za tą paletkę; jest w niej 18 cieni, co daje ok. 1,70 zł za cień
- dostępność - kosmetyki MakeUP Revolution można dostać w prawie wszystkich drogeriach internetowych oraz oczywiście na Allegro
- duży wybór kolorów i palet

Minusy:
- słaba pigmentacja
- cienie się osypują
- podczas rozcierania "zlewają" się w jedno
- po kilku godzinach znikają z powieki

Podsumowując. Gdybym wcześniej nie słyszała tylu pozytywnych opinii, może byłabym nawet trochę zadowolona. A tak, jest wielkie rozczarowanie. Ta paleta może pasować osobom zaczynającym przygodę z makijażem. Dla mnie to trochę za mało. 30 zł to nie majątek, ale z drugiej strony mogłabym za to kupić 2 cienie Inglota i byłby to na pewno dobry zakup. Nie rozumiem, skąd się wzięły te zachwyty? A może to coś z moimi powiekami jest nie tak? Albo stosuję nie te bazy, co trzeba? Dajcie znać, jakie są Wasze opinie na ten temat. Miałyście te palety, a może zastanawiacie się nad zakupem? Jestem bardzo ciekawa, co na ich temat sądzicie.

Buziaki,
A.



Recenzja palety MakeUP Revolution HARD DAY - tanie, ale czy dobre?

niedziela, sierpnia 02, 2015

Witajcie,

uwielbiam niebieski kolor - wie to każdy, dlatego kiedy tylko mogę wykorzystuję go w moich makijażach (na sobie i znajomych). Korzystając z pięknej pogody nad morzem (co się ostatnimi dniami nie zdarza), wybrałyśmy się z koleżanką na spacer. Za jej zgodą, przedstawiam efekty dzisiejszej zabawy kolorami.



Makijaż jest kolorowy, wakacyjny i niebieski :) Poniżej przedstawię Wam, jak go wykonałam i jakich kosmetyków użyłam (w większości były one marki Inglot).

1. Jako bazę wykorzystałam dwa cienie Maybelline Color Tattoo. Jasny niebieski - nr 20 Turquoise Fever nałożyłam na wewnętrzną stronę powieki, ciemny niebieski - nr 25 Everlastin Navy na zewnętrzną.



2. Do zaznaczenia załamania powieki użyłam matowego cienia Inglota nr 337.

 

2. Na środek powieki nałożyłam połączenie dwóch cieni -371 Matte oraz 68 AMC.


3. Na wewnętrzną stronę powieki nałożyłam Inglot 117 AMC SHINE.


4. Wewnętrzny kącik zaznaczyłam Inglot 110 AMC SHINE


5. W zewnętrznym kąciku nałożyłam Inglot 428 Pearl - przepiękny cień, jeden z moich ulubionych i takich "must have", jeśli chodzi o Inglota.


6. Pod łuk brwiowy użyłam matowego cienia Inglot 351.


7. Dolną powiekę zaznaczyłam kredką Rimmel EXAGGERATE oraz cieniami Inglot 117 AMC Shine i 68 AMC.


8. Kosmetyki, które zostały użyte do makijażu twarzy: 

- tusz do rzęs - Wibo, Dolls Lash Ultra Volume Mascara
- podkład AA Make Up No 1, Jedwabisty podkład rozświetlający
- puder matujący Wibo, Smooth'n wear, nr 2
- brązujący puder prasowany Wibo, Your Fantasy
- rozświetlacz Kobo Highlighter Powder 310 MOONLIGHT



Mam nadzieję, że makijaż wakacyjny w takiej wersji przypadł Wam do gustu. Zdecydowanie do odtworzenia dla każdego :) Dziękuję mojej modelce za możliwość pomalowania, zrobienia zdjęć i publikacji. Na pewno niedługo pojawią się kolejne makijaże.

Pozdrawiam, 
A.

PS. Na koniec mam dla Was mały bonus. Przedstawiam Wam naszego towarzyszach podczas takich spacerów.


OCEAN BLUE - summer make-up

poniedziałek, października 20, 2014

Witajcie.

To, że jestem lakieromaniaczką, wiedzą o mnie wszyscy. Uwielbiam próbować nowości, które pojawiają się na rynku i jako maniaczka nie mogłam przejść obok jednego z najlepszych (według ekspertów) top-coat'ów na rynku. Mówię tu o Seche Vite. Myślę, że w naszym kosmetycznym światku nie ma nikogo, kto by o nim nie słyszał, a większość z nas miała okazję go testować.



Długo zbierałam się z napisaniem tej notki, bo tak naprawdę dużo po nim oczekiwałam, a efekty, jakie zobaczyłam na swoich paznokciach totalnie mnie rozczarowały, ale po kolei.


Do zakupu Seche Vite przymierzałam się kilka razy. Z różnych względów często z niego rezygnowałam, ale w końcu powiedziałam sobie, że muszę go mieć. Kupiłam go na allegro, za nieco ponad 20 zł i od razu, kiedy go dostałam, zabrałam się za malowanie. Kiedy go otworzyłam, pierwsze co mi się rzuciło w oczy, a właściwie w nos, to dość specyficzny zapach. Nie wiem, czy to tylko mój egzemplarz, ale ten lakier po prostu śmierdzi. Używałam już wielu lakierów, ale jeszcze żaden tak nie drażnił w nos.

Pierwsze maźnięcia pędzelkiem i powiem szczerze, że byłam oczarowana, jak piękny efekt on zostawia. Pomimo dość gęstej konsystencji, zadowalająco dobrze się rozprowadza, bardzo szybko wysycha, ale co mnie zaskoczyło najbardziej, przepięknie nabłyszcza lakier. Niestety na tym kończą się moje argumenty na plus.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy następnego dnia zobaczyłam na paznokciach pierwsze odpryski, a później lakier zszedł płatami. Pomyślałam, że może to wina taniego, kolorowego lakieru pod spodem, ale z drugiej strony to miał być super top-coat, który utrzymuje nawet lakiery te z niższej półki. Dawałam mu wiele szans, nakładałam go na różne lakiery: tańsze, droższe. Utwardzałam też manicure zrobiony farbkami akrylowymi. Niestety, efekt był zawsze taki sam - lakier schodził, razem z utwardzaczem, już następnego dnia.

Pomijam też fakt, że SV ściąga lakier i po wyschnięciu zostawia po bokach paznokcia brzydko wyglądającą przestrzeń.



Plusy:
  • nabłyszcza
  • przyspiesza wysychanie
  • tradycyjny pędzelek, co bardzo ułatwia jego nakładanie
  • pojemność
  • cena - wiem, że jest to pojęcie względne, dla jednych 20 zł to dużo, dla innych mało, ale myślę, że takie pieniądze za 14 ml produktu to dość dobra cena
Minusy:
  • nie przedłuża trwałości lakieru
  • specyficzny zapach
  • gęsty - przez co, wydaje mi się, że będzie mało wydajny
  • ściąga lakier
  • słaba dostępność - tylko allegro i sklepy internetowe

Nie wiem, dlaczego ten top się u mnie nie sprawdził. Może mam tak bardzo wymagające paznokcie, albo po prostu może coś robię źle. Czy Wy miałyście z nim podobny problem? Wiem, że na rynku można dostać odpowiednik Seche Vite - z firmy Poshe, może on jest inny? Na koniec, pokażę Wam jak wyglądają moje paznokcie po niecałych 24h od pomalowania. Postanowiłam, że dam SV ostatnią szansę. Pomalowałam wczoraj paznokcie piaskowym lakierem z Lovely, Baltic Sand, nr 6 (tak na marginesie, uwielbiam piaskowy efekt na paznokciach, mam kilka lakierów tego typu) i nałożyłam na niego testowany utwardzacz. Oto dzisiejszy efekt (dodam, że nie sprzątałam, nie zmywałam, a w pracy, poprzenosiłam kilka rzeczy i siedziałam za biurkiem):


Wiem, moje paznokcie nie są obecnie w najlepszej formie, ale pracuję nad nimi :). Wy mi powiedzcie: czy tak powinny wyglądać paznokcie, niecałe 24h od nałożenia lakieru i utwardzenia go  Seche Vite?

Do zobaczenia,
A.

Legendarny Seche Vite na moich paznokciach

niedziela, października 19, 2014

Witajcie!

Nazywam się Aneta i jestem drugą częścią tego duetu J Bogusię już poznałyście. Historia naszej przyjaźni zaczęła się prosto – w szkole, ale nie o tym dzisiaj. Jestem nowicjuszem na blogu, nigdy nic nie prowadziłam, dlatego proszę o wyrozumiałość. Na pewno w miarę upływu czasu będzie coraz lepiej J. Jestem maniaczką paznokci, uwielbiam eksperymentować z kolorami, wzorami, stylami… Od tego zaczynałam. Później pojawiła się fascynacja makijażem i o tym wszystkim będę pisać.

Zaczynamy!

Na powitanie - mój sekret na trwały makijaż oczu

Długo zastanawiałam się, o czym Wam poopowiadać w swojej pierwszej w życiu notce na blogu. Zdecydowałam się zdradzić swój sekret na mega trwały makijaż oczu. O cieniach w kremie i ich wpływie na przedłużanie żywotności makijażu można poczytać dużo. Jest wiele firm, które w swoich zbiorach oferują produkty w kremie do oczu, jednak nie zawsze się one sprawdzają.

Pierwszy cień w kremie z Maybelline, z serii Color Tattoo, trafił do mojej kolekcji stosunkowo dawno. Szukałam czegoś białego co podbije mi neonowe cienie i na jednej z promocji kupiłam kolor: 45 - Infinite White. Jest to perła, ale dosyć fajnie sprawdza się do tego, do czego ja go kupiłam, czyli podbija mi neony J. Poza tym, mega długo utrzymuje mi makijaż oczu (nałożone dodatkowo na bazę pod cienie – nawet kilkanaście godzin!).




Usatysfakcjonowana efektem, podczas następnej promocji skusiłam się na kolejne kolory:



  •  55 - Immortal Charcoal -> ciemno-szary kolor, sprawdzający się jako baza pod ciemniejsze cienie

  • 25 - Everlasting Navy -> mój ulubieniec, ale ja mam słabość do wszelkiego rodzaju niebieskości. To piękny kobaltowo-granatowy kolor. 

  • 40 - Permanent Taupe -> to brąz, złamany szarością. Sprawdza się, jako baza pod cienie neutralne do makijażu dziennego. 


Jestem oczarowana tymi cieniami i na pewno na tych 4 kolorach się nie skończy. Każdy z nich nadaje się do używania zarówno jako baza pod cienie, ale także trzymają się na powiece nałożone samodzielnie. Czekam na kolejną promocję w Rossmanie i na pewno zakupię wszystkie kolory - zdobędę całą kolekcję, bo są tego warte :). Polecam.






Plusy:
- przedłużają trwałość makijażu
- pigmentacja
- dostępność – w każdym Rossmanie
- dosyć duży wybór kolorów
- cena – około 25 zł bez promocji
- wydajność

Minusy:
- brak

Jak to mówią: "pierwsze koty za płoty", pierwsza notka napisana, teraz powinno być łatwiej. Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie ciepło i będziecie zaglądać na naszego bloga. Będą na Was czekać ciekawe notki i na pewno wszyscy znajdą coś dla siebie.

Do zobaczenia,
A.






Maybelline Color Tattoo - cień krem na cały dzień